Jesteś w: Start / Strona główna / AKTUALNOŚCI / Kapłańskie lęki o ewangelizację.

Kapłańskie lęki o ewangelizację.

Wszystko zaczyna się od relacji z Jezusem

Wszystko zaczyna się od relacji z Jezusem

 

Z ks. Arturem Godnarskim ze Wspólnoty św. Tymoteusza w Gubinie rozmawia Anna Mularska.

 

 

Już na początku naszej rozmowy chciałabym poruszyć temat oporu niektórych kapłanów wobec dzieła nowej ewangelizacji. Niektóre osoby świeckie skarżą się, że choć pragną podjąć ewangelizację swojego otoczenia, jest to im utrudniane przez miejscowych księży. Co może tłumaczyć takie kapłańskie lęki?

 

            Zawsze szukając odpowiedzi na takie pytanie, dojdziemy do źródła, którym jest osobista relacja człowieka – świeckiego lub duchownego – z Jezusem Chrystusem. Nie próbuję teraz użyć „wytrychu” czy „uciekać” od udzielenia odpowiedzi na tak postawione pytanie. Jest tak, że relacja z Chrystusem warunkuje otwarcie danej osoby na działanie Ducha Świętego. Ksiądz, który nie ma bliskiej, osobistej relacji z Bogiem jest skazany na to, że prędzej czy później napadną go jakieś lęki w stosunku do ludzi świeckich, działań ewangelizacyjnych czy nawet do działań duszpasterskich. Ksiądz bez Chrystusa jest to bowiem człowiek, który boi się innych ludzi! Przy tak zamkniętej osobowości trudno jest mówić o jakimś apostolstwie, a co dopiero o zrozumieniu świeckich, którzy chcą pełnić to powołanie - mandat misyjny otrzymany na chrzcie świętym.

            Druga przyczyna stanów lękowych wśród duchownych opiera się na tym, że do końca nie przyjęliśmy zrozumienia potężnego daru, jakim jest sakrament chrztu. Każdy ochrzczony w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego jest bowiem wezwany do misji ewangelizacyjnej. Normalnie przeżywana wiara ma zawsze to do siebie, że chce, aby się nią dzielić. Ona nie może być zatrzymywana dla jednego człowieka.

 

Ale jak sobie z tym radzić? Co mogą zrobić osoby będące w podobnej sytuacji?

 

            Nie chodzi o to, aby źle mówić o księżach, z którymi mamy kłopot i myśleć, że coś w ten sposób rozwiążemy. Wielu ludzi ma doświadczenie poważnych trudności w dziele ewangelizacji, więc nie jesteśmy w tym osamotnieni. Mam teraz na myśli nawet konkretną parafię w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Tam za każdym razem, gdy grupa Odnowy w Duchu Świętym chciała ewangelizować, otrzymywała księdza, który nie miał dla tych ludzi serca i cierpliwości. Po prostu nie chciał się nimi zajmować. Oni odpowiadali mu najprostszą rzeczą – zaczynali się za niego modlić. Po dwóch, trzech latach przebywania z tą grupą każdy z księży, który został im powierzony i któremu oni zostali powierzeni, przeżywał swój chrzest w Duchu Świętym, przeżywał swoje bliskie spotkanie z Chrystusem i odchodził jako zupełnie przemieniony. Jako ksiądz, który był gotowy do dalszego działania dla Pana. Dobrze, że grupa się nie zniechęcała i każdego kolejnego księdza obdarzała modlitwą oraz życzliwością otwartego serca, w ten sposób przemieniając życie tego człowieka. To piękne świadectwo. Wskazuje, że misja ludzi świeckich w Kościele jest bardzo ważna. Potrzeba, żeby rozumiejąc łaskę chrztu, brali oni odpowiedzialność za swoich księży. Mogłoby się wydawać, że to księża powinni brać odpowiedzialność za świeckich, ale tak naprawdę powinna być to relacja dwukierunkowa. Choć nieraz bywa ona taka, a nie inna...

 

Na przeszkodzie nieraz stoją argumenty, że konkretny ksiądz jest już starszy, schorowany albo zbyt zapracowany, aby np. zorganizować wielki event ewangelizacyjny albo głosić Ewangelię przechodniom na ulicach miasta? Jak może wyglądać jego działalność ewangelizacyjna?

 

            Nie wiem, jak by wyglądała jego działalność ewangelizacyjna. Zawsze jednak wrócimy do tego samego, czyli do osobistej relacji z Jezusem. Ona otwiera człowieka na bliźnich i na tę spontaniczność, której autorem jest Duch Święty. Tu nie chodzi o to, aby wszyscy naśladowali „na ślepo” pomysły i działania innych, nawet jeśli są sprawdzone. W Zespole Konferencji Episkopatu Polski ds. nowej ewangelizacji często spotykamy się z pomysłami „kopiowania” i dosłownego „przenoszenia” jakieś formy ewangelizacyjnej z jednego miejsca na drugie. Potem bywało, że to co się przyjęło na jednym terenie, było „niewypałem” w innym miejscu.

            Ksiądz szukający pomysłu na swoją indywidualną działalność ewangelizacyjną, musi najpierw poszukać odpowiedzi na pytanie, jakie jest jego otoczenie, środowisko? Jaka jest sytuacja, w której żyje i pracuje? Jeśli ma on autentycznie bliską relację z Chrystusem, jeśli jest w nim otwartość na Ducha Świętego, to na pewno wzbudzi On w sercu spontaniczność, która wyrazi się w zupełnie nowy, oryginalny sposób. Widzę, że Duch Święty nie pobudza naszego serca do „odgrzewania starych kotletów”, ale ma On dla nas rzeczy ciągle świeże. Kiedy wymieniamy się różnymi pomysłami i spostrzeżeniami podczas prac Zespołu, zachwycam się tymi ludźmi, z którymi pracuję – to są księża, świeccy i biskup – i widzę, jaki jest w nich ogromny potencjał. Ciągle się pojawiają nowe rzeczy. To zazwyczaj są naprawdę „strzały w dziesiątkę”! A odkrywaniu tego towarzyszy modlitwa, rozeznanie, słuchanie siebie nawzajem i otwartość na działanie Ducha Świętego. Tak powinien postępować każdy kapłan, szukając indywidualnych dróg ewangelizacji swojego otoczenia.

 

Jak można jeszcze bardziej otwierać się na działanie Ducha Świętego?

 

            Na dwa sposoby. Przede wszystkim jako odpowiedzialni za dzieło nowej ewangelizacji musimy uparcie próbować prowokować takie sytuacje, w których ludzie będą mogli usłyszeć Dobrą Nowinę i na nią odpowiedzieć. Pamiętamy, że zawsze to „nowe narodzenie”, o którym mówi Jezus w Ewangelii św. Jana, jest uwarunkowane tym, czy w sercu danego człowieka zrodzi się pragnienie Boga. A On wtedy odpowiada na ludzkie potrzeby, kiedy zaczynamy Go pragnąć i szukać. Kolejna rzecz to pielęgnowanie takiego pragnienia we własnym sercu i dawanie Bogu odpowiedzi na Jego natchnienia, na Jego Słowo.

 

A jak to wyglądało w Księdza życiu?

 

            Przeżyłem kiedyś moment zamknięcia się na rzeczy nowe. Mając doświadczenie Odnowy w Duchu Świętym, wydawało mi się, że mam całkowity obraz Kościoła, że to już mi wystarczy. Skoro mamy seminaria nowego życia w Duchu Świętym, już nic więcej nie potrzeba, tylko uczciwie pracować na tej niwie. Nie wiedziałem, że Bóg przygotowywał mi ciągle nowe rzeczy.

            Doświadczenie Szkoły Nowej Ewangelizacji było dla mnie czymś, czego nie zaakceptowałem od razu i do końca. Kiedy zostałem trochę „podstępem” wzięty na wyjazd na kurs do SNE, kiedy już nie mogłem stamtąd uciec, bo odbywał się on wiele kilometrów od naszego domu w Gubinie, kiedy byłem „przymuszony” do pozostania w tym miejscu, doświadczałem jednocześnie, jak Pan Bóg otwierał coraz szerzej moje serce i dobijał się do niego. Na tym kursie usłyszałem głoszoną Ewangelię - i to w dodatku przez usta świeckiego człowieka Jose Prado Floresa z Meksyku, założyciela Szkół św. Andrzeja. Odkryłem, że w tym wszystkim jest nowa łaska, którą daje mi Duch Święty. Tak się zaczęła moja piękna przygoda ze Szkołą Nowej Ewangelizacji. To zaś sprawiło, że moje serce mogło się potem jeszcze bardziej rozszerzyć i przyjąć doświadczenie Ogólnopolskiej Inicjatywy Ewangelizacyjnej „Przystanek Jezus”. Jestem pewien, że nie mogłoby się to zrodzić, gdyby nie wcześniejsze moje doświadczenia Oazy, Odnowy w Duchu Świętym, a potem SNE.

            Dziś mogę powiedzieć, że natchnienie, które przynosi nam Duch Święty, jest łaską na tę jedną godzinę. Bóg wobec nas jest jak dobry Ojciec, który prowadzi swoje dziecko ku dojrzałości. Nie daje nam wszystkiego naraz, ale daje nam wszystko to, co jest nam potrzebne na tę konkretną godzinę. Celem jest nasze dorastanie do podjęcia misji, do której On nas przygotował i powołał.

 

Jakiego formatu kapłaństwa wymaga tu i teraz nowa ewangelizacja? Jakich kapłanów potrzebuje nowa ewangelizacja?

 

            Dokładnie takich, jakich opisał Sobór Watykański II. Kapłanów, którzy są zanurzeni w świecie, wsłuchani w drugiego człowieka i w jego troski oraz w środowisko, w jakim ludzie żyją. Zarazem muszą to być kapłani, którzy są ludźmi modlitwy, żyją Ewangelią, a dzięki temu potrafią dać „strawny pokarm” tym, którzy ich otaczają. To jest bardzo ważne. Na pewno kapłan musi być człowiekiem modlitwy, zanurzonym w bliskiej relacji z Chrystusem, ale też świadomym tego, do czego został zaproszony. A przecież został zaproszony do towarzyszenia ludziom w ich drodze do zbawienia. Niech więc rozwija w sobie zdolność prowadzenia powierzonych mu ludzi do miłości Ojca Niebieskiego.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

Anna Mularska